polski Strona główna / Almanach / Harcerskie wspomnienia
Wtorek - 24 października 2017 Arety, Marty, Marcina     
Menu
- Dobra i okolice
- Historia Dobrej
- Tradycje
- Galeria zdjęć
- Almanach
- Cmentarz
- Stare dokumenty
- Filmiki
- Stacja PKP
- LKS Dobrzanka
- LKS Dobrzanka II
- Fotokronika I
- Fotokronika II
- Fotokronika III
- Fotokronika IV
- Fotokronika V
- Jubileusz 650 - lecia
- Fotokronika VI
- Stare widokówki
- Filmiki II
- Filmiki III
- Fotokronika VII
- Fotokronika VIII
- Fotokronika IX
- Fotokronika X
Harcerskie wspomnienia



Wspomnienia z okresu organizowania Harcerstwa
w Dobrej koło Limanowej,
lata 1945 - 1948.



            Był rok 1945, zbliżał się koniec wojny światowej. Byłem wówczas uczniem klasy 7 szkoły podstawowej w Dobrej. Dobra została wyzwolona spod okupacji niemieckiej 21 stycznia 1945 r. Wydarzenie to całkowicie zmieniło istniejącą sytuację. Przede wszystkim wyzwolone zostało wiele nadziei na lepszą przyszłość, o czym poprzednio nie można było nawet marzyć. Już wiosną 1945 r. docierały do nas informacje o organizowaniu się młodzieży poprzez zakładanie drużyn harcerskich, a w większych miejscowościach powstawały także szkoły średnie.
 
            W Dobrej była grupa młodzieży, na czele z uczniami klasy 7, która zaczęła  zastanawiać się, co zrobić z wolnym czasem, a jeszcze bardziej co robić w ogóle. Zaistniała sytuacja wywołała nagle problem: "kończymy szkołę podstawową i co dalej"? Co można robić w Dobrej, a co - i po spełnieniu jakich warunków gdzie indziej? Na ten temat jednak poglądy większości były zgodne: trzeba się uczyć. Natomiast jednym z pomysłów na pożyteczne zagospodarowanie wolnego czasu była myśl zorganizowania harcerstwa. Niestety nie mieliśmy pojęcia jak to zrobić. Z całego grona osób, tylko ja przed wojną będąc w klasie 1 szkoły podstawowej w Chełmży należałem do "zuchów". Wiedziałem czym zajmowały sie "zuchy", ale o harcerstwie wiele nie wiedziałem. Byłem jednak "zarażony" tematem i gorącym zwolennikiem tej myśli. By coś robić, na początek zbudowaliśmy nad rzeką szałasy, które stanowić miały naszą bazę. Tym działaniem zwróciliśmy uwagę wielu osób. Zainteresował się również naszą działalnością Kierownik Szkoły p. Wójcik Władysław. Wezwał mnie do siebie i przeprowadził dłuższą rozmowę. Interesowały go szczegóły naszych poczynań i motywy działania. W wyniku tej rozmowy postanowił nam pomóc. Zdecydował, że pojedzie ze mną do funkcjonujące już w Limanowej Komendy Hufca ZHP. I tak uczynił.

            W Komendzie Hufca zadeklarowaliśmy chęć zorganizowania w Dobrej drużyny harcerskiej. Sprawa nie była łatwa. Nikt w Dobrej nie miał żadnego stopnia służbowego, ani stażu organizacyjnego, koniecznych do pełnienia funkcji organizacyjnych. Okoliczności były jednak szczególne, no i ze wszystkich stron dobre chęci. Komendant Hufca przychylił sie do naszego wniosku. Poinformowano nas o formalnościach jakie mamy spełnić, przekazano nam potrzebne formularze, regulaminy, oraz dano szereg wskazówek. ja zobowiązałem się spełnić wszystkie formalności i zorganizować drużynę, a p. Kierownik Wójcik zgodził się przyjąć funkcję "opiekuna drużyny".  Wszystkie sprawy bardzo szybko załatwiłem i Drużyna Harcerska w Dobrej została zarejestrowana już 10 maja 1945 r.  Wraz z rejestracją wyznaczono mnie do pełnienia funkcji  "tymczasowego kierownika drużyny" (drużynowy bez specjalnych wymagań). Jednocześnie zobowiązano mnie do szybkiego (po wakacjach) złożenia egzaminu na pierwszy stopień harcerski tj. "młodzika". Spełniłem to zobowiązanie 12 września 1945 r.




11 listopada 1946 roku - przemarsz Drużyny Harcerskiej spod szkoły na
cmentarz. Drużynę prowadzi drużynowy Stefan Wątor - autor wspomnień.
W pierwszym szeregu od lewej maszerują: Tadeusz Litera, drugi od lewej
Józef Chalcarz, czwarty Tadeusz Hołuj. W głębi po prawej stronie widać
orkiestrę strażacką.
              
            Najbliższy rok poświęciliśmy głównie sprawom organizacyjnym, tym bardziej, że we wrześniu powstało w  Dobrej gimnazjum ogólnokształcące i od  października 1945 r. były już 2 drużyny męskie. W realizacji naszych zadań mieliśmy dużą pomoc Komendy Hufca, która świadoma była naszej skromnej wiedzy. Komenda Hufca zajęła się szczególnie moją osobą. W lipcu 1946 r. na prośbę Komendy Hufca, przyjęto mnie jako uczestnika dochodzącego na zajęcia na zajęcia w obozie harcerskim drużyn z Ostrzeszowa, które obozowały w Dobrej. Zajęcia te zakończyłem egzaminem na stopień "wywiadowcy", który zdawałem wraz z harcerzami z Ostrzeszowa. W sierpniu tego samego roku Komenda Hufca wysłała mnie na kurs drużynowych, organizowany przez Komendę Chorągwi z Krakowa w miejscowości Bendkowice koło Ojcowa. Kurs był pod namiotami, uczestniczyło  w nim ok. 120 - 150 osób. Kurs kończył się dwoma egzaminami: 1) egzaminem ukończenia kursu, 2) egzaminem na następny stopień harcerski - dla mnie, na stopień "ćwika". Stopień "ćwika", który uzyskałem, upoważniał już do pełnienia funkcji drużynowego, jednak nie spełniałem jeszcze drugiego warunku tj. ukończenia 16 lat. Nadal więc byłem "tymczasowym kierownikiem" drużyny i miałem opiekuna. Drużynowym zostałem mianowany dopiero w lutym 1947 r.  Przez ten okres tj. od 1945 - 1947 roku harcerstwo w Dobrej umocniło się, okrzepło organizacyjnie, a osoby pełniące funkcje w drużynie spełniały nakazane wymogi (stopnie służbowe, przyrzeczenie, krzyże harcerskie). Można powiedzieć, że sytuacja była już normalna, bez jakiejkolwiek taryfy ulgowej.




Śnieżnica, wiosną 1947 roku - harcerze z Dobrej na wspólnych dwudniowych
zajęciach terenowych z drużyną harcerską z Tymbarku.
Od lewej: Stefan Wątor, drużynowy z Tymbarku i Zbigniew Leśniak.



             
 Lipiec 1947 - obóz letni w Białce Tatrzańskiej, na trąbce gra Józef Czech


              Harcerstwo w Polsce po roku 1945 rozwijało sie dynamicznie i wkrótce stało się potężną, masową organizacją. Przynależność do harcerstwa była poczytana za zaszczyt. W Dobrej również wzbudziło duże zainteresowanie. W maju 1945 r. powstała pierwsza drużyna przy szkole podstawowej, a już w październiku 1945 r. powstała druga drużyna przy gimnazjum. Zaczynaliśmy w maju 1945 r. od zera, a już w 1947 r. ja miałem stopień "ćwika", kilkunastu kolegów pierwsze stopnie, większość z nas była po przyrzeczeniu z krzyżami harcerskimi. W lipcu 1947 r. kilku harcerzy z Dobrej na czele ze mną (6 -8 osób) wyjechało na obóz letni do Białki Tatrzańskiej, a w 1948 r. harcerze z Dobrej mieli - w ramach zespołu Hufca Limanowa - własny obóz pod namiotami, którego byłem komendantem. Obóz był we Frydmanie. Ponieważ  nie byłem pełnoletni, przydzielono nam opiekuna,  którym został ksiądz katecheta z Dobrej. Zakwaterowany został  w namiocie dla komendy obozu. W 1947 r. zlikwidowano gimnazjum w Dobrej. Automatycznie likwidacji uległa 2 - ga Drużyna Harcerska. Pozostała jednak 1 - sza Drużyna przy szkole podstawowej, do której teraz mogli należeć wszyscy chętni, spełniający warunki. Większość uczniów po zlikwidowaniu gimnazjum wyjechała by kontynuować naukę w innych miejscowościach. Ja zapisałem sie do gimnazjum w Limanowej, a w harcerstwie pozostałem w Dobrej. Od sierpnia 1947 r. byłem drużynowym 1 - szej Drużyny w Dobrej.



Książeczka harcerska





                 We wrześniu 1948 r. po ukończeniu gimnazjum wyjechałem do Liceum Komunikacyjnego w Warszawie, gdzie otrzymałem stypendium. Komenda Hufca w Limanowej zwolniła mnie z funkcji drużynowego w  Dobrej,  przeniosła do Limanowej jako członka Komendy Hufca i urlopowała na okres nauki w liceum w Warszawie.  Po 1948 r. -  niestety - działalność ZHP została znacznie ograniczona, a w liceum w Warszawie tej organizacji nie było.  Również, wbrew pierwotnym zamiarom,  w Warszawie pozostałem na zawsze. Tak więc,  na tym swoją działalność w harcerstwie zakończyłem.

                                                                                                                          Stefan Wątor






Wspomnienia harcerskie



               Gdy skończyła się II Wojna Światowa, na Podhale i w Beskidy, a w nich także do Dobrej zawitała nowa Polska: niestety nie zawsze na miarę oczekiwań. Nieubłaganie szło nowe...

              Dla nas, chłopców wówczas parunastoletnich, wszystko było fascynujące. A gdy w wakacje 1946 r. i w następnych latach organizowano u nas  -  w Dobrej - obozy harcerskie dla młodzieży z różnych stron Polski (jak np. z Ostrzeszowa, z Jaworzna, czy Oświęcimia), zaczynała się prawdziwa frajda. Pierwsze z nich znajdowały się nad jeszcze bardzo czystą i pełną ryb dobrzańską Łososinką: w okolicy "Skały" i koło tzw. "Zoka". Wtedy rozpoczęły się wieczorne biegania na tzw. ogniska harcerskie w tych obozach, przeplatane pięknymi gawędami z historii i wspólnym śpiewaniem harcerskich i patriotycznych piosenek np. "Pałacyk Michla, Żytnia Wola. Bronią go chłopcy od Parasola" albo "Płonie ognisko w lesie". Pod wpływem atmosfery tych cudnych, ciekawych i wyjątkowych spotkań i w nas zrodziła się chęć utworzenia podobnych drużyn harcerskich. Najpierw były to śmieszne zabawy z podchodami, z wystruganymi drewnianymi karabinkami, wspólne klecenie szałasów a potem wspólne wyprawy i wycieczki w góry.

                  Jedną z takich eskapad, była wyprawa na Śnieżnicę. Korzystając z kilku dni wolnych od lekcji,  na święta 1 Maja i Święto Lasu, wybraliśmy się wiosną 1947 roku już zorganizowaną grupą jako harcerze, na pierwszą wspólną harcerską wycieczkę. Jeszcze wtedy nie wszyscy w mundurkach, z tłumoczkami na sznurkach zamiast plecaków i garnuszkami na strawę po swojemu pichconą. Na szczycie, a raczej nieco poniżej zastaliśmy tam ślady po placówce partyzanckiej prawdopodobnie mieszczącej się w trzech budynkach po przedwojennej YMCe. Znaleźliśmy tam różne rupiecie powojenne, hełmy żołnierskie prawdopodobnie niemieckie i inne partyzanckie drobiazgi. Był tam także, o dziwo ocalały, basen z resztką wody spływającej z góry strumykiem, gdzie nawet można się było popluskać. Naszym przewodnikiem był niezawodny druh Stefan Wątor oraz jego przyboczny, Zbyszek Leśniak. W wycieczce brali też udział wojenni emigranci z Dobrej, bracia Wąsowiczowie: Adaś i Grzegorz z Warszawy, oraz wielu innych, których nazwiska z biegiem lat coraz trudniej sobie przypomnieć. Po różnych ćwiczeniach, podchodach i ciekawych zajęciach harcerskich, wracaliśmy pełni wrażeń i niezapomnianych przeżyć.

                   Te wspólne "harce", a potem pierwszy prawdziwy obóz w Białce Tatrzańskiej latem tegoż roku, stały się z całą pewnością ważną inspiracją dla wielu z nas do wytężonej nauki, pracy nad sobą i pięcia się w górę - by stać się "kimś" i osiągnąć wyznaczone cele. Harcerstwo dodawało nam skrzydeł do lotu. I chociaż los rozproszył nas po całej Polsce, nigdy nie przestaliśmy wracać do swoich korzeni i ojczystych, dobrzańskich stron. Ja np. wkrótce znalazłem się na Śląsku, gdzie w Zabrzu, w 1950 roku zdawałem maturę, i rozpocząłem studia na medycynie w Krakowie.

                      Z harcerskim pozdrowieniem: Czuwaj !


                                                                                                       Wspominał Janek z Morgów
© Wszelkie prawa zastrzezone     INTERAKTYWNA POLSKA
Webmaster: Stanisław Rząsa